Ikona vintage: Marantz 1060… kontra Marantz 1120

2 komentarze

Galerie Recenzje

Tego wzmacniacza na naszej stronie po prostu nie mogło zabraknąć. Po pierwsze dlatego, że Marantz Model 1060 to prawdopodobnie najbardziej znany, ceniony i popularny wzmacniacz vintage wszech czasów, po drugie dlatego, że jako fan produktów Marantza z lat 70-tych (i nie tylko) nie mogę go pominąć. Szczególnie, że mam go w „stajni”. Długo zastanawiałem się, jak podejść do tekstu o wzmacniaczu, o którym napisano już chyba wszystko, co się da. Ale ostatnio trafiła nam się niecodzienna okazja porównania 1060 z jego większym bratem – dużo mniej znanym Marantzem Model 1120.

Oba wzmacniacze pochodzą z mniej-więcej z tego samego okresu: Marantz Model 1060 był produkowany w latach 1971-76 (według niektórych źródeł do 1977 roku), mój egzemplarz zszedł z linii produkcyjnej w marcu 1975 roku. Model 1120 produkowano w latach 1973-75 (według niektórych źródeł od 1972 roku), egzemplarz, który do nas trafił, wyprodukowano w lipcu 1975 roku. Model 1120 (60 W na kanał) jest dwukrotnie mocniejszy od 1060 (30 W na kanał), ale to nie koniec różnic. Druga bardzo istotna różnica jest technologiczna: 1060 ma na wyjściach kondensatory separujące prąd stały. To rozwiązanie było powszechnie stosowane we wczesnych wzmacniaczach tranzystorowych, ale około połowy lat 70-tych zasadniczo odeszło do lamusa. W 1120 zastosowano nowsze rozwiązanie, sprzężenie bezpośrednie. Teoretycznie to drugie rozwiązanie przekłada się na większą liniowość wzmacniacza, lepsze przenoszenie niskich częstotliwości i mniejsze zniekształcenia na dole pasma. Między wzmacniaczami jest jeszcze kilka drobnych różnic funkcjonalnych na przykład regulacja tonów (1060 ma potencjometry regulacji tonów niskich, średnich i wysokich wspólne dla obu kanałów, 1120 tylko dla niskich i wysokich, ale za to osobne dla każdego kanału), wejścia (mają tyle samo, ale w 1060 jedno z wejść liniowych jest na przednim panelu), funkcja przyciszenia o 20 dB, którą 1120 ma a 1060 nie. Wizualnie oba wzmacniacze są bardzo ładne, z symetrycznie i sensownie rozmieszczonymi przełącznikami i regulatorami. Oba mają udogodnienie w postaci wejścia przedwzmacniacza i wejścia końcówki mocy. Model 1060 jest mniejszym bratem nie tylko pod względem mocy, ale także wymiarów. I jeszcze jedna duża różnica: Marantz Model 1060 był produkowany w Japonii, Model 1120 w USA.

 

MARANTZ 1060 B IMG_0047

 

Podłączyliśmy oba wzmacniacze do naszych Quadrali Tribun MK IV, włączyliśmy muzykę i posłuchaliśmy. Za źródło posłużył nam DAP Fiio X5 II, słuchaliśmy albumów: Lera Lynn Resistor i Masters of Reality Deep in the Hole. Na zakończenie włączyliśmy jeszcze „You Can’t Bring Me Down” z płyty Lights…Camera…Revolution! Suicidal Tendencies.

 

MICHAŁ:

30 W to niedużo, ale całkowicie wystarcza do zastosowań domowych – szczególnie w pomieszczeniach poniżej 25 m kwadratowych. Dlatego nie jest to wzmacniacz „słaby”, nawet pomimo podłączenia do niego dość wymagających kolumn.

Zacznijmy od wyglądu – tu Marantz 1060 wypada naprawdę dobrze, nie jest tak duży jak 1120, ale naprawdę zgrabny. Szczególnie biorąc pod uwagę dość symetrycznie rozlokowane gałki opcji (a tu 1060 ma czym się pochwalić) i elegancki, przejrzysty design. Wszystko jest czytelne, rozlokowane sensownie i bez tandety. Wzmacniacz na pewno ozdobi wnętrze.

Brzmienie – naprawdę duża zaleta Marantza 1060 to fakt, że ma typowe dla tej marki i tego okresu „mięsko” i zachowuje klarowność dźwięku. Jest naprawdę czytelny w każdym paśmie, oczywiście nadając ten typowy smaczek do dołu i średnicy, ale nie kosztem wyraźnej góry, a to zdarza się wzmacniaczom z tego okresu. Wokal jest wyraźny, choć (co niektórym może nie odpowiadać) nieco łagodniejszy, mniej czytelny w porównaniu do Modelu 1120. Wystarczy się jednak przysłuchać dłużej, żeby zauważyć, że wokalowi tak naprawdę nic nie brakuje.

Dolne rejestry są naprawdę przyjemne, choć 1060 jest sprzęgany na wyjściu głośników kondensatorami, co w przypadku oryginalnych kondensatorów może wiązać się z pewnym ograniczeniem dla najniższych dźwięków, ale biorąc choćby pod uwagę sam wiek wzmacniacza i starzenie się elementów, problem ten można rozwiązać stosując pojemniejsze kondensatory i przesuwając dolną granicę pracy wzmacniacza jeszcze niżej. Kondensator na wyjściu wzmacniacza bywa nazywany złem koniecznym. W przypadku Marantza Model 1060 jego zastosowanie nie przeszkadza.

Góra – nie jest wybitna, ale na pewno dobra, a biorąc pod uwagę okres, w którym były produkowane i osiągnięcia konkurencyjnych modeli, nie mam osobiście nic do zarzucenia.

W porównaniu z wieloma wzmacniaczami może niektórym słuchaczom brakować pewnej precyzji, ale jak dla mnie bywa to zaleta, gdy słucha się długo i dość głośno zróżnicowanej muzyki. Przy np. trash metalu lub skrzypcach zbyt ostry wzmacniacz potrafi zmęczyć.

Wady? Po odsłuchu odnotowałem tylko dwie.

Po pierwsze owa precyzja, która jest, ale nie jest to tzw. „żyleta”. Tu Marantz nadrabia zdecydowanie klimatem, w jakim gra i jaki tworzy w pomieszczeniu zarówno dźwiękiem, jak i samą swoją obecnością.

Po drugie dostępność. Nie jest to wzmacniacz dostępny od ręki. Trzeba na niego zapolować, a i tak nie ma gwarancji sukcesu. Nie pojawiają się często na allegro, a jeśli już, to ich cena jak na tej kategorii wzmacniacz bywa dość wysoka(600-900 zł). Czym broni się 1060 przed tym argumentem? Wieloma opcjami niedostępnymi w tańszych modelach tej marki, oraz wartością kolekcjonerską.

Wszystkie cechy, o których piszę wynikły z porównania z modelem 1120. Być może zestawiając go z jakąś kompletnie inną konstrukcją (np. niemiecką lub brytyjską) moje wrażenia byłyby inne, ale ten wzmacniacz pomimo, że zdecydowanie słabszy od kolegi (1120 ma 60 w na kanał) wygrał i to zdecydowanie na polach klarowności w górnych rejestrach, dynamiki średnich tonów. Jedynym aspektem, w którym musiał ustąpić były właśnie niższe dźwięki, gdzie mocniejszy Marantz z prądem stałym na wyjściu i zapasem mocy do napędzenia kolumn Quadrala wygrał, nie czytelnością, ale wydobyciem tych najniższych dźwięków, słabiej słyszalnych na 1060.

 

RAFAŁ

Różnica między wzmacniaczem 30W na kanał a dwukrotnie mocniejszym jest mniejsza, niż mogłoby się wydawać. W praktyce w warunkach domowych rzadko korzystamy z mocy powyżej 10W na kanał. Marantz 1060 jest do słuchania domowego w zupełności wystarczający, szczególnie w przypadku muzyki popularnej, której zakres dynamiki jest dość niski (a czasem żałośnie niski). Większa moc może przydać się przy głośnym odsłuchu materiału o bardzo wysokiej dynamice (przede wszystkim muzyka klasyczna), gdzie występują znaczne różnice natężenia dźwięku. Tutaj wzmacniacz o większej mocy będzie wprowadzał mniej zniekształceń podczas najgłośniejszych fragmentów.

Jak wspomniałem na wstępie, oba wzmacniacze są dobrze dopracowane wizualnie i funkcjonalnie. Rozwiązanie regulacji tonów bardziej podoba mi się w Modelu 1060 – skoro już mamy regulatory, dodatkowy potencjometr tonów średnich jest moim zdaniem bardziej praktyczny, niż osobna regulacja tonów dla poszczególnych kanałów. Wejście liniowe dostępne z przodu jest bardzo wygodne, jeśli tak jak ja często podłączamy i odłączamy różne źródła dźwięku (chociaż trochę szkoda, że nie zostało zdublowane z tyłu). W 1120 zaletą jest za to przełącznik Muting -20 dB; poza tym co prawda w obu modelach gniazda na przewody głośnikowe to sprężynowe zatrzaski, ale w 1120 są one dużo wygodniejsze i bardziej solidne.

Przejdźmy do brzmienia. Lera Lynn zabrzmiała dobrze na obu wzmacniaczach, ale żaden z nich nie poradził sobie z tą płytą idealnie. Oba wzmacniacze zaprezentowały szeroką i dość głęboką scenę. W przypadku Marantza 1120 usłyszeliśmy bardzo niski, pięknie wybrzmiewający bas, którego Marantz 1060 przekazał mniej, jednak pozostałą część niskich rejestrów zaprezentował w większej obfitości. Ta dźwiękowa „hojność” towarzyszyła mu także w średnicy. Wokal był pełny i pięknie wygładzony, co z jednej strony tworzyło wrażenie nieco mniejszej klarowności, ale z drugiej brzmienie wokalu było bardziej naturalne i zdecydowanie przyjemniejsze, niż w przypadku 1120. Marantz 1060 słynie z pięknej, aksamitnej średnicy i jest to sława zasłużona. W porównaniu w Modelu 1120 wokal wydawał się nieco słabszy, jakby odchudzony. Przez to był trochę bardziej klarowny w tym sensie, że poszczególne głoski były wyraźniej zarysowane, ale dla mnie takie brzmienie byłoby zaletą tylko gdybym próbował wyłapać tekst piosenki ze słuchu. Jeśli potraktować głos jak instrument muzyczny, Maranz 1060 prezentował ten instrument w sposób przyjemniejszy, niż 1120. Z górą pasma na tej płycie oba wzmacniacze poradziły sobie dobrze, żaden nie miał wyraźnej przewagi. Ale też góra nie była tu szczególnie wymagająca.

To zmieniło się po włączeniu utworu „Counting Horses” Masters of Reality. W tym utworze na górze bardzo dużo się dzieje, mamy talerze grające na kilka sposobów, trójkąt, do tego jeszcze gitarę akustyczną. Marantz Model 1120 przekazał górę jako dość przyjemną mgiełkę (z braku lepszego określenia), której brakło klarowności i separacji poszczególnych dźwięków. Trójkąt był słyszalny, ale ukryty w tej mgiełce i wybrzmiewał dość krótko. Za to w Modelu 1060 poszczególne dźwięki były klarowne, czytelne, nie tracąc przy tym bardzo przyjemnego brzmienia. Trójkąt był zdecydowanie wyraźniej słyszalny i wybrzmiewał dłużej. Jeśli chodzi o średnicę, również w przypadku tej płyty Marantz 1060 zabrzmiał nieco lepiej, pełniej; dotyczyło to i wokalu, i gitar, które miały większy ciężar. Tym razem 1060 miał przewagę także w basie, na płycie Masters of Reality zabrakło tych wyjątkowo niskich dźwięków, które Marantz 1120 tak ładnie wydobył z płyty Lyry Lynn, a pozostałego basu Model 1060 miał więcej i bas ten był przyjemniejszy.

Na zakończenie posłuchaliśmy jeszcze Suicidal Tendencies, żeby sprawdzić, jak wzmacniacze poradzą sobie z mocniejszym uderzeniem. Tu klarowniejsza, ale odchudzona średnica w moim odczuciu zadziałała na niekorzyść Marantza 1120. Miałem wrażenie wkradającego się dźwiękowego chaosu; za to 1060 przez większe wypełnienie nadał wokalowi i gitarom więcej mocy, ale też je poskromił i uporządkował. W 1120 zabrakło mi też obfitego basu, który Marantz 1060 ponownie nam zaprezentował.

Podsumowując, w Marantzu 1120 bas schodzi nieco niżej, ale w 1060 jest bardziej obfity. Średnica w 1120 jest trochę bardziej klarowna, ale chudsza i w cięższej muzyce nieco zabałaganiona, w 1060 pełniejsza, mocniejsza i pięknie wygładzona. Na górze pasma 1120 tworzy bardzo przyjemną, ale mało czytelną mgiełkę, zaś Marantz 1060 ma górę równie przyjemną, ale dużo bardziej klarowną i z lepszą dynamiką. Gdybym miał wybrać jeden z tych wzmacniaczy, byłby to 1060 (i dobrze, bo akurat ten mam). Ale oba mogę gorąco polecić, oba to pięknie grające wzmacniacze i opisane wyżej różnice między nimi są słyszalne, ale nie drastyczne. Warto wspomnieć, że żaden z wzmacniaczy w powyższym porównaniu nie był po pełnej renowacji – tylko po czyszczeniu i regulacji.

Marantz Model 1060 to świetny wzmacniacz, jego sława jest w pełni zasłużona. Brzmi jednocześnie dobrze i przyjemnie, jego jedynym niedociągnięciem jest słabsze przekazywanie najniższego basu – ale tutaj może pomóc wymiana głównego kondensatora filtrującego i kondensatorów sprzęgających na wyjściu na nowe kondensatory o większej pojemności. Jest ładny, zgrabny i funkcjonalny. Do tego co prawda do tanich nie należy, ale nie traci na wartości, w ostatnich latach raczej zyskuje.

 

Marantz Model 1060 – dane techniczne:

Moc ciągła (deklarowana przez producenta) – 2×30 W przy 4 i 8 omach, 2×20 W przy 16 omach
Moc ciągła (pomiary wykonane przez użytkowników) – 2×37 W przy 8 omach
Moc muzyczna (deklarowana przez producenta) – 2×45 W przy 8 omach
Zniekształcenia harmoniczne THD – poniżej 0,5%
Zniekształcenia intermodulacyjne IM – poniżej 0,5%
Pasmo przenoszenia – 15 Hz – 50 kHz (20 Hz – 20 kHz z odchyleniem +/- 0,5 dB)
Współczynnik tłumienia – powyżej 45 przy 8 omach
Czułość wejść: liniowe 180 mV/100k, gramofonowe 1,8 mV/47k
Wejścia/wyjścia: Tape (we/wy), Aux 1, Aux 2, Tuner, Phono (wkładka MM), 2 pary kolumn pracujące zamiennie lub równocześnie, gniazdo słuchawkowe, gniazdo mikrofonowe, Pre Out/Main In
Pobór mocy: przy pełnym obciążeniu ok. 190 W, bez obciążenia ok. 48 W
Wymiary: 360 x 120 x 280 mm
Waga: 8,2 kg
Strona modelu (dane na stronie różnią się nieco od podanych w instrukcji serwisowej):
http://www.classic-audio.com/marantz/1060.html

 

Marantz Model 1120 – dane techniczne:

Moc ciągła (deklarowana przez producenta) – 2×60 W przy 8 omach, 2×70 W przy 4 omach 2×30 W przy 16 omach
Moc muzyczna (deklarowana przez producenta) – 2×90 W przy 8 omach, 2×105 W przy 4 omach 2×45 W przy 16 omach
Zniekształcenia harmoniczne THD – poniżej 0,2%
Zniekształcenia intermodulacyjne IM – poniżej 0,2%
Pasmo przenoszenia – 10 Hz – 40 kHz (20 Hz – 20 kHz z odchyleniem +/- 0,2 dB)
Współczynnik tłumienia – powyżej 30 przy 8 omach
Czułość wejść: liniowe 110 mV/25k, gramofonowe 1,1 mV/47k
Wejścia/wyjścia: Tape 1 (we/wy), Tape 2 (we/wy), Aux, Tuner, Phono (wkładka MM), 2 pary kolumn pracujące zamiennie lub równocześnie, gniazdo słuchawkowe, gniazdo mikrofonowe, gniazda Dubbing, Pre Out/Main In
Pobór mocy: przy pełnym obciążeniu ok. 200 W
Wymiary: 390 x 145 x 356 mm
Waga: 12,2 kg
Strona modelu (dane na stronie różnią się nieco od podanych w instrukcji serwisowej):
http://www.classic-audio.com/marantz/1120.html

 

Marantz Model 1060 – galeria:

2 comments

  1. Rafaelloretro

    Nie rozumiem dlaczego wogole daliście wzmacniacz 1120 do porównania, skoro został on na starych kondensatorach które zarówno w zasilaczu jaki i wzmacniaczu są wszystkie do wymiany , wiem o tym bo sam taki mam i też robiłem porównanie z marantzem 2230,
    Więc po krótce bez biadolenia najpierw wymieńcie te elementy a później zróbcie porównania , na 100% są do wymiany , Amerykańskie konstrukcje były inne od Japońskich dlatego słyszeliście chudszą średnicę .

    1. rafal lisinski Post author

      Większość osób kupujących takie wzmacniacze nie robi całościowej wymiany kondensatorów, tylko albo zostawia sprzęt w stanie zastanym, albo, jeśli sprzęt wyraźnie (słyszalnie) niedomaga, wymienia tylko podzespoły powodujące dany problem. Dlatego do naszych opisów i porównań wykorzystujemy sprzęty właśnie w takim stanie. Dzięki temu osoby planujące taki zakup mają szansę dowiedzieć się, jak mniej-więcej zagra to, co zamierzają kupić, a nie jak dany model ma szansę zagrać po włożeniu sporych pieniędzy (albo czasu) w de facto zbudowanie go od nowa na nowych podzespołach. Bo przecież oprócz kondensatorów w takich wzmacniaczach jest też sterta rezystorów, których część już nie trzyma parametrów, na pewno znajdzie się też kilka tranzystorów, które można wymienić na mniej szumiące.
      „Wszystkie kondenstatory na 100% są do wymiany” – nie jesteśmy jasnowidzami, więc nie podejmujemy się dyskutowania na ten temat bez wylutowania i pomierzenia wszystkich kondensatorów. Z naszego doświadczenia, we wzmacniaczach w tym wieku zwykle znajdą się kondenstatory, które warto wymienić, ale raczej nie wszystkie. Można oczywiście zrobić całościową wymianę (duży koszt, czasochłonne, ale potencjalnie spokój na dłużej), albo w razie potrzeby wymieniać tylko te pozdzespoły, które powodują nieprawidłową pracę wzmacniacza (taniej, szybciej, ale z większym ryzykiem, że za jakiś czas znowu coś padnie).

      Na pocieszenie: drugi uczestnik porównania, czyli Marantz 1060, także był w większości na oryginalnych kondensatorach, więc porównanie było uczciwe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *