TECHNICS SU-7700: wygląd to nie wszystko

5 komentarzy

Galerie Recenzje Renowacje

Technics to bardzo popularna marka w Polsce, bo w latach 80-tych była trochę łatwiej dostępna od innych zgniłozachodnich wynalazków i zaczepiła się w konsumenckiej świadomości przed konkurencją. Sprzęt, który do nas trafiał, do wybitnych nie należał, ale przebijał naturalnie rodzime produkty jakością wykonania (wyraźnie), brzmienia (zazwyczaj) i prestiżem (to najbardziej). To, że sprzęt Technicsa był uważany za prestiżowy, wiele zresztą mówi o Polskim rynku audio sprzed kilku dekad. Siłą rzeczy, został u nas sentyment do marki i oczywiście sporo sprzętu z tamtych lat. Na Technicsa zawsze znajdą się chętni, szczególnie jeśli będzie duży i ciężki. Wiem to dobrze z własnego niechlubnego doświadczenia z dość tragicznymi kolumnami tej marki – ale o tym kiedy indziej.

Wypada uprzedzić, że nie jesteśmy fanami Technicsa. Sprzęt tej marki, z którym mieliśmy okazję obcować, był marny w porywach do nieciekawego. Naturalnie zdarzyły się wyjątki, ale bardzo nieliczne – i nawet w tych przypadkach sprzęt był po prostu przyzwoity, nic więcej.

Tyle wstępu, a teraz konkrety. Trafił do nas Technics SU-7700. Wzmacniacz ten pochodzi z drugiej połowy lat 70-tych. Wygląd ma typowy dla swojej epoki: aluminiowy panel, ładne, duże gałki (połączenie ciemnego frontu ze srebrnymi gałkami nam się spodobało), przełączniki dźwigniowe i spore mechaniczne przyciski, a także ulubiony element wielu fanów sprzętu z tamtych lat: spore wskaźniki mocy, tzw. wycieraczki. Funkcjonalnie również jest dość typowo: 50 W mocy na kanał (to trochę powyżej przeciętnej), cztery wejścia liniowe (w tym dwie pętle magnetofonowe, jedna zdublowana w wersji gniazda DIN) i obowiązkowe wówczas wejście gramofonowe, wyjścia na dwie pary kolumn i wyjście słuchawkowe standardowo wyprowadzone z końcówki mocy, regulacja tonów wysokich i niskich, filtry tonów wysokich i niskich oraz kontur. Dodatkowo mamy przełącznik czułości wskaźników (x1/x0,1) dla tych, którzy chcą, żeby wskazówki podskoczyły zanim hałas zacznie przeszkadzać sąsiadom (zwykle w warunkach domowych słuchamy dość cicho, wykorzystując w granicach 1 wata na kanał, a przy takiej mocy wyjściowej wskazówki najwyżej lekko drgają). Krótko mówiąc – wzmacniacz ma wszystko to, co standardowo być powinno, plus oczywiście wskaźniki.

Nasz czytelnik przywiózł do nas ten wzmacniacz do naprawy i konserwacji. Wzmacniacz włączał się, grał, ale ledwo – zniekształcał, trzeszczał, w jednym kanale dźwięk zanikał, a raczej sporadycznie pojawiał się przy przełączaniu funkcji. Wzmacniacz wymagał przede wszystkim gruntownego czyszczenia: był mocno zakurzony, a przyczyną problemów z dźwiękiem były brudne styki przełączników i potencjometr głośności. Odkurzyliśmy wzmacniacz w środku, porządnie wyczyściliśmy wszystkie przełączniki i potencjometry i wzmacniacz zagrał prawidłowo. Ku naszemu zaskoczeniu, przekaźnik nie wymagał czyszczenia. Sprawdziliśmy także prądy – spoczynkowy był zgodny z zaleceniami producenta, prąd stały na terminalach głośnikowych również w normie – na szczęście, bo nie ma możliwości ich łatwej regulacji. Od strony kosmetycznej wyczyściliśmy dokładnie panel i nakładki. Przywrócony do sprawności i wyczyszczony wzmacniacz prezentował się naprawdę dobrze.

Posłuchaliśmy – i tu już niestety nie było tak pięknie. Cudów się nie spodziewaliśmy, bo byliśmy po lekturze kilku opinii o tym wzmacniaczu, z których wynikało, że brzmieniowo niestety kuleje i bez podkręcania tonów ani rusz. Nasze wrażenie było jednak nieco odmienne. Nie mieliśmy większych zastrzeżeń do basu: było go sporo, schodził nisko i nie był może wybitnie szczegółowy i kontrolowany, ale też nie rozlazły, uznaliśmy do za dobry. Podobnie z górą: nie wybitna, ale wyraźna, nie ma się czego wstydzić. Za to średnica niestety pozostawiała sporo do życzenia. Nie było jej za mało, ale była bardzo spłaszczona. Mieliśmy wrażenie, że o ile dźwięki z dołu i góry pasma układają się w przestrzeni, to średnica (czyli np. wokale i gitary) są wręcz przyspawane do głośników i nie mają szans się od nich oderwać. Dość to dziwne, zwykle wzmacniacz gra mniej lub bardziej przestrzennie i dotyczy to całego pasma, przynajmniej środka i góry, a tutaj był konkretny fragment, który był kompletnie spłaszczony – jakby słuchać zespołu, który gra na żywo, ale zamiast wokalisty ma marny głośniczek, z którego puszcza partie wokalne.

Być może dałoby się ten wzmacniacz nieco “wyrównać” kolumnami mocno eksponującymi i projektującymi środek pasma – ale wśród naszych nie znaleźliśmy takich, które by sobie z tym poradziły. W pomieszczeniach, w których nie da się dobrze ustawić głośników i nie ma mowy o scenie, niedociągnięcia tego wzmacniacza mogą być niezauważalne, a przynajmniej mniej zauważalne; podobnie w przypadku kolumn, które same z siebie grają płasko.

W naszej opinii – Technics SU-7700 to wzmacniacz ładny, funkcjonalny, porządnie zrobiony, ale niestety brzmieniowo niedopracowany. Przy tym do najtańszych nie należy – obecnie sprawny egzemplarz kosztuje zwykle od 500 zł w górę. Możemy go polecić tylko osobom, dla których pierwszorzędne znaczenie ma wygląd, ale nawet tutaj radzimy zerknąć na inne wzmacniacze w podobnym stylu. Bardzo zbliżony pod względem funkcji, stylu i parametrów Pioneer SA-606, a także o połowę słabszy Pioneer SA-506 grają lepiej i są zdecydowanie bardziej godne uwagi.

Dane:

Miejsce produkcji: Japonia
Producent: Technics (Matsushita Electric Industrial Co. Ltd.)
Lata produkcji: 1976-79

Moc ciągła: 2x50W (8 omów), 2x60W (4 omy)
Zniekształcenia harmoniczne 0,08%,
Zniekształcenia intermodulacyjne 0,08%

Kolumny: 4-16 omów

Czułość wejść:
Tuner, Aux, Tape2: 150 mV, 47 kOhm
Tape1: 180 mV, 47 kOhm
Phono (MM): 2.5 mV, 47 kOhm

Pasmo przenoszenia: brak danych, na podstawie innych parametrów 8Hz-55kHz (-3dB), 20Hz-20kHz (+/-0,5dB)

Stosunek sygnał/szum: 78 dB (wejście gramofonowe), 97 dB (wejścia liniowe)

Regulacja tonów:
Wysokie: +/- 12 dB na 20 kHz
Niskie: +/- 12 dB na 50 Hz
Kontur: +8 dB na 100 Hz

Pobór mocy maks.: 450W
Wymiary: 410 x 139 x 334 mm
Waga: 9,7 kg

 

5 comments

    1. rafal lisinski Post author

      Absolutnie nie podważamy jakości Technicsów z wyższej i najwyższej półki. Podobał nam się na przykład SU-VX800 (http://audio-room.net/technics-su-vx800-nie-wszystko-bloto-co-sie-technics/). Mamy jednak zastrzeżenia do wzmacniaczy i amplitunerów Technicsa z średniej i niższej półki, które naszym zdaniem zwykle wypadają gorzej od tej samej klasy produktów innych marek.

      Jeśli zaś chodzi konkretnie o SE-A1 i SU-A2, modele robione na zamówienie i kosztujące tyle, co bardzo dobry samochód (a tak było w przypadku SE-A1 i SU-A2, jeśli ceny podane na Audio Database są poprawne, każdy z tych modeli kosztował więcej, niż Mercedes-Benz 450SL, a SU-A2 mniej-więcej tyle, co Lamborghini Countach), nie są najlepszą miarą ogólnej jakości sprzętu danej firmy. OK, robią wrażenie, ale nie da się ich kupić, bo wyprodukowano tylko po kilka egzemplarzy i praktycznie nie pojawiają się na rynku wtórnym. A jak już się pojawią raz na kilka dekad, to nadal kosztują tyle, co dobry samochód. My zaś poruszamy się raczej w obszarze sprzętu dostępnego dla przeciętnego użytkownika.

  1. Kristof

    Kilkanaście sprzętów przeszło przez moje ręce. Trochę z poszukiwań, trochę z amatorskiej zabawy do drobnej naprawy sprzętów w złym stanie. Wszystko to mnie zniechęciło ostatecznie i zrozumiałem, że jakby się chciało być dobrym audiofilem to trzeba by mieć wszystko the best, a sprzęty zmieniać w zależności od typu muzyki. O Technics mogę powiedzieć tyle, zostawilem sobie jednego SU-8080 jest pięknie wykonany, po otwarciu pokrywy widać, że to kawał dobrej roboty i powala. Lata 70 to był ostatni i może najlepszy okres dla tej firmy (ale o tym trzeba poczytać na anglojęzycznych forach, a nie polskich, gdzie funkcjonują jakieś dziwne trendy). Jaki jest “-” tego technics (i pewnie wielu innych sprzętów niewłaściwie ocenianych) wybredność na dobrej jakości nośnik i nagranie. Jeśli będziemy odsłuchiwać przsyłowiowego “g” na tego typu sprzętach, będzie to źle brzmiało i zdradzalo zła jakość. A przecież od lat mamy tendencje do tego, że nagrania są “składane” na coraz gorszych sprzętach i dla ludu. I trzaba to też brać pod uwagę przy odsłuchach, a i tak wszystko jest względne, bo jeden lubi blondynki (anielska szkołę Nad, Denon), a inny brunetki (japońskie lub skandyawskie brzmienie).

  2. Kristof

    Kilkanaście sprzętów przeszło przez moje ręce. Trochę z poszukiwań, trochę z amatorskiej zabawy do drobnej naprawy sprzętów w złym stanie. Wszystko to mnie zniechęciło ostatecznie i zrozumiałem, że jakby się chciało być dobrym audiofilem to trzeba by mieć wszystko the best, a sprzęty zmieniać w zależności od typu muzyki. O Technics mogę powiedzieć tyle, zostawilem sobie jednego SU-8080 jest pięknie wykonany, po otwarciu pokrywy widać, że to kawał dobrej roboty i powala. Lata 70 to był ostatni i może najlepszy okres dla tej firmy (ale o tym trzeba poczytać na anglojęzycznych forach, a nie polskich, gdzie funkcjonują jakieś dziwne trendy). Jaki jest “-” tego technics (i pewnie wielu innych sprzętów niewłaściwie ocenianych) wybredność na dobrej jakości nośnik i nagranie. Jeśli będziemy odsłuchiwać przsyłowiowego “g” na tego typu sprzętach, będzie to źle brzmiało i zdradzalo zła jakość. A przecież od lat mamy tendencje do tego, że nagrania są “składane” na coraz gorszych sprzętach i dla ludu. I trzaba to też brać pod uwagę przy odsłuchach, a i tak wszystko jest względne, bo jeden lubi blondynki (anielska szkołę Nad, Denon), a inny brunetki (japońskie lub skandyawskie brzmienie). Pisanie, że 50W to niewiele to chyba raczej czysta prowokacja, jak na sprzęt z tamtych lat to dużo, a nie wiem na co komu więcej (mając wzmacniacze po 25W i będąc młodym nigdy nie wykręciłem go więcej jak na połowę).

    1. rafal lisinski Post author

      Były i późniejsze dobre Technicsy, ale głównie wysokie modele. Jeśli chodzi o jakość nagrań – tak, i jak najbardziej bierzemy to pod uwagę podczas odsłuchów. Jeśli zaś chodzi o moc, wiele zależy od kolumn i wielkości pomieszczenia. W większości przypadków 20 W na kanał z porządnym zasilaniem w zupełności wystarczy. Ale w przypadku kolumn o niskiej skuteczności w dużym pomieszczeniu dobrze mieć większy zapas mocy. I nie piszemy, że “50 W na kanał to niewiele”, tylko że to nieco powyżej przeciętnej mocy wzmacniaczy z tego okresu (ok. 30 W na kanał). Ale nie znacznie powyżej przeciętnej, pamiętajmy, że wzmacniacze o mocy 80-120 W na kanał w tym okresie też były produkowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *